Laureatka konkursu czytelniczego dla seniorów

Praca na konkurs czytelniczy dla seniorów „Książka mojego życia”

 

Czasem stają na naszej życiowej drodze ciekawi ludzie, dziwne zdarzenia…czasem słyszymy nieprawdopodobne historie, stare opowiadania, wspomnienia… Czasem też bywa tak, że dziwnym splotem okoliczności w ręce wpadnie książka. Jeszcze nie wiesz czy to będzie „książka twojego życia”, ale wiesz, że tytuł staje się jakby zbieżny z twoimi zainteresowaniami …czujesz, że książka budzi twoją ciekawość… poszerzy horyzonty myślowe…

Dziwny przypadek sprawił, że w wśród zwykle robionych przeze mnie zakupów znalazły się trzy książki. Wszystkie świadomie wybrane, aczkolwiek każda innego rodzaju. Ta, która pierwsza pojawiła się w moich rękach- zafascynowała mnie i porwała już od pierwszych stron. Przybliżała rodzinne tajemnice zawarte w intymnym rodzinnym pamiętniku złożonym z listów, kartek pocztowych, fotografii Sali Gancarz, która urodziła się w Polsce, jako jedna z jedenastu dzieci rodziny żydowskiej, przeżyła wojenny obóz hitlerowski …a później przez pięćdziesiąt lat dobrego, rodzinnego życia w Stanach Zjednoczonych zachowała tajemnicę o ciężkim czasie przeszłości. A wspomniana pierwsza strona ciepło zapraszała słowami głównej bohaterki Sali: „Ja mam wszystkie zdjęcia z domu kochanego tatusia i kochanej mamusi i całą pocztę z domu od pierwszej chwili…” dawała obraz, jaką była kobietą, pełną szacunku i miłości do rodziców, najbliższych”. Chwytają za serce takie słowa. Książka – o czym się dowiedziałam – była darem córki dla własnej, odważnej matki. Po przeczytaniu kilkunastu stron, dokładnie na stronie 28 natrafiłam na informację: „pierwsza żona ojca / Sali głównej bohaterki/ zmarła podczas porodu, on więc, zgodnie ze zwyczajem ożenił się z jej młodszą siostrą Haną. Josef i Chana / Garncarz/wychowywali razem córeczkę jego pierwszej żony oraz dziesięcioro dzieci, które urodziły się później. Rodzina przeprowadziła się z niewielkiego Wolbromia do ludniejszego Sosnowca, gdzie Josef miał nadzieję znaleźć więcej uczniów”. Zaczynał budzić się w moich myślach świat wyobrażeń. Wolbrom, przedwojenny okres, tam żyli moi najbliżsi – tata Kazimierz, wuj Stefan… prowadzili wspólnie wówczas sklep pasmanteryjny, może na tej samej ulicy? Może właściciele sklepu i warsztatu rzemieślniczego Josefa dobrze się znali… Historia Sali wciągała mnie całkowicie w wir czytania. Z niedowierzaniem na kolejnych stronach dostrzegałam nazwy bliskich Skale miast – Olkusza, Sosnowca, Będzina wspomnianego już Wolbromia, w których rozgrywał się początek życiowej drogi głównej bohaterki Sali. Ta książka to „Listy z pudełka. Sekret mojej mamy” autorstwa Ann Kirschner. Wywarła na mnie nie małe wrażenie. Z każdą kolejną stroną przybliżała mnie do wiedzy z zakresu moich zainteresowań historią lokalną. Odrywała myśli od szarej codzienności. One wędrowały do wspomnień. Bo mam je również z własnego rodzinnego podwórka. Z lat sześćdziesiątych. Skałę odwiedziła wówczas grupa turystów narodowości Żydowskiej. Zapewne w poszukiwaniu miejsc bliskich ich sercu, bądź ich rodzin. Spacerowali, oglądali, między innymi również naszą rodzinną kamienicę mieszczącą się w centrum miasta, lecz z wejściem /obecnie/ od ul. Krakowskiej. Zechcieli też zerknąć na podwórze. Towarzyszący im mężczyzna zwrócił się, zatem z grzecznym zapytaniem do mojej mamy, czy mogłaby otworzyć bramę, bo goście chcieliby wejść, chociaż na krótką chwilę. Czego oczekiwali, jaki był cel tej wizyty – trudno było wywnioskować. Mama nie znała języka, którym się posługiwali, ale o ile dobrze pamiętam to wizyta zakończyła się na zrobieniu pamiątkowych fotografii. Patrząc na nietypowych gości na naszym podwórzu , pomyślałam o Skale i jej mieszkańcach sprzed kilkudziesięciu lat, Skale w której byli i żyli ludzie narodowości Żydowskiej. W której – przypominając sobie o opowiadaniu wuja Romana z Tarnawy, – dzieci obu narodowości, chodziły do jednej szkoły podstawowej, siedziały czasem w jednej ławce darząc się przyjaźnią… Po latach, czytając „Listy z pudełka” myślałam, też o tamtych czasach sprzed kilkudziesięciu lat i mieszkańcach Skały którym wojna zburzyła dotychczasowe życie, narażając na ciągłą walkę o przetrwanie. Bo chociaż książka jest „świadectwem odsłaniającym horror hitlerowskich obozów pracy, pokazując świat machiny wojennej od środka” to przybliża również świat wzruszających uczuć, miłości, szacunku, tęsknoty, bezsilności i odwagi. Pomaga zrozumieć ludzkie pragnienia, marzenia …i porażki. W końcowych opiniach przeczytałam ze „Listy z pudełka „ to książka, z której dowiemy się „tego, czego nie sposób dowiedzieć się inaczej” i ja też tak uważam.

Autor: Braa Sajka

 

 

 

 

 Centrum Kultury Sportu i Rekreacji w Skale 


wspólnie z Miejsko-Gminną Biblioteką Publiczną w Skale


 ogłosiły konkurs czytelniczy, adresowany do seniorów 


pt. „Książka mojego życia – czytanie jako przyjemność i forma 


rozwoju”.  A teraz prezentujemy laureatkę tego konkursu.

 

Została nią Pani Barbara Szwajcowska, wieloletnia redaktor


 naczelna naszej „Kroniki Miasta i Gminy Skała”.  


Gratulujemy Pani Basiu!