DOLINA PRĄDNIKA W RELACJACH PAMIĘTNIKARSKICH

 

Kontynuując na łamach „Kroniki” druk wybranych opisów podróży i wspomnień z pobytu w Ojcowie różnych znanych osób, po zacytowaniu w trzech poprzednich numerach fragmentów Dyariusza Stanisława Augusta (1), relacji z pobytu w Ojcowie Stanisława Staszica (2) i Juliana Ursyna Niemcewicza (3) i Klementyny z Tańskich Hoffmanowej (4) zamieszczamy opis Doliny Prądnika i Jaskini Łokietka Jadwigi Łuszczewskiej (1834–1908). Polska poetka i powieściopisarka romantyzmu, znakomita improwizatorka znana pod pseudonimem Deotyma odwiedziła Ojców w 1859 roku. Miejscowa tradycja podaje, że zamieszkała najprawdopodobniej w miejscu dzisiejszej willi „Pod Koroną” stojącej obok izolowanej skałki nazwanej na jej cześć Igłą Deotymy. Wrażenia z wędrówek Doliną Prądnika zawarła w swojej relacji drukowanej w pierwszym „Przewodniku po Ojcowskiej Dolinie”, wydanym przez ówczesnego właściciela Ojcowa Aleksandra Przezdzieckiego w 1860 roku. Była pod wrażeniem piękna Doliny Prądnika, jej formacji skalnych, ojcowskiego zamku i „wstążki” potoku , a zwłaszcza Jaskini Łokietka – jej powstania i legendarnego wątku o ukrywaniu się w niej Władysława Łokietka czy pięknej panoramy widzianej ze szczytu Góry Chełmowej.

 

Dolina Prądnika jest ciągłem pasmem zjawisk i zachwyceń; nigdzie jednak tyle nie zdumiewa, ile w głębokiej kotlinie, nad którą panuje zamek Ojcowski, zbudowany przez synowską pobożność króla-prawodawcy. Tam zuchwałość rozdziwaczonej przyrody dochodzi do potęg najśmielszej poezyi: jestto skamieniały dytyramb.

Gdy po raz pierwszy stanęłam nad ową dziką a jednak zamieszkałą, podartą a jednak zieleniejącą przepaścią, długo nie mogłam przyzwyczaić oczów do tej fantazyi kształtów, zdumiewających jak hieroglify, których wędrowiec jeszcze nie odgadł, lecz już w nich przeczuwa ukrytą myśl wielką.

Obejrzawszy szanowną wieżę zamkową, i głąb doliny szumiącej błękitną wstążką Prądnika, ustrojonej widokiem wesołej gospody, gdzie brzmi Wesele w Ojcowie”, udaliśmy się wieczór, po księżycu, do Pieskowej Skały; żadne słowo nie odmaluje czem jest dolina Ojcowska przy oświetleniu księżycowej tarczy: w tem morzu mlecznego blasku, szczyty i urwiska pływały niby szczątki przedpotopowych okrętów, a drganie promieni nadawało im chwilami tak łudzące życie, że się nieraz sądziłam otoczoną ludem zadumanych olbrzymów.

Z wszystkich jednak uroków doliny, nic mię tyle nie zachwyciło i nie przeraziło, ile ta dziwna jaskinia, w której Łokietek miał odwagę się ukrywać; istotnie, trzeba odwagi aby żyć w takich ciemnościach, w powiewie tak mroźnym, że się tam odgaduje wszystkie wrażenia grobu; – ale trzeba przyznać, że grób to przepyszny, ręką, nieznanych mocy zadziwiająco wyciosany, a nadewszystko wejście tak jest dziwnie warowne i cudne, iż zdaje się jakby skała pod czarodziejską różczką się rozstąpiła, ażeby ludziom otworzyć wrota do swych tajemniczych krużganków. Tam, przy purpurowym świetle łuczywa, uwielbiałam owe długie podziemne komnaty, owe sale okrągło sklepione, połączone wschodami i podwojami tak sztucznie wyciętemi, że trudno uwierzyć, iż ta skalista budowa jest dziełem samej przyrody.

Lecz o wszystkiem zapomniałam, gdy mi powiedziano, że w całej jaskini grunt po którym stąpam jest z samych kości, głównie z ludzkich kości! Czy je tam naniosły wody, czy Tatarskie napady zmuszały tylokrotnie ludność do szukania obrony w podziemiach, gdzie je śmierć głodowa obiegła, nie wiem czy to wyjaśnią dzieje, lecz wiem, żeby księgę można spisać z wrażeń, jakie ten żałosny widok rozbudza: ileżto plemion musiało legnąć, ażeby utworzyć tę warstwę białego pyłu! Ileż w tym pyle zagrzebanych nadziei, cierpień i bohaterstwa! Odtąd, jaskinia mi się wydała wielką, straszną popielnicą; boleść mię chwyciła za serce, i musiałam opuścić pieczarę uchodząc przed jej ciemną grozą. Gdy z przejmującego chłodu lochów wybiegłam na świat otwarty, zdawało mi się że wchodzę do cieplarni, i z rozkoszą wiosennych wrażeń piłam powietrze życia.

Jaskinia Łokietka leży na połowie wysokości, w górze Hełmem zwanej; weszliśmy na szczyt Hełmu: widok niezrównany! Pod stopami dolina Ojcowska rozpięta jak różaniec z pereł i szmaragdów, dalej gród Krakusa bielejący nad świętym Wawelem, a jeszcze dalej, na tronach widnokręgu rozsiadłe, monarchinie polskiej krainy, koronne obłokami i poezyą Karpaty!

 

 

Józef Partyka